Prace Jarosława Modzelewskiego zaprezentowane w Galerii Arttrakt na wystawie „Dlaczego czas mija, dlaczego mija czas?” reprezentują nurt w twórczości artysty poświęcony człowiekowi i jego egzystencji, relacjom między tym, co w niej jednostkowe, a tym, co ogólne.Tytułowy mijający czas w malarstwie Modzelewskiego paradoksalnie ulega zamrożeniu: pojedyncze kadry rzeczywistości – zwyczajne zdarzenia dotyczące zwyczajnych ludzi – dzięki charakterystycznej, lapidarnej formule malarskiej nabierają ponadjednostkowego charakteru; pozornie niewiele znaczące czynności zdają się trwać wiecznie. Z tych uproszczonych, ukazanych za pomocą wyrazistych plam barwnych fragmentów codzienności wyzierać zaczyna wymiar transcendencji – obecny nie tylko w tym, co podniosłe i religijne, lecz także w tym, co trywialne.

Wielu z nas zna to uczucie ze swojego własnego doświadczenia – osobliwy niepokój, towarzyszący tym chwilom, kiedy czas zdaje się zamierać, a my doświadczamy jedynego w swoim rodzaju odczucia istnienia tu i teraz. To może dopaść człowieka wszędzie; czasem zjawia się wywołane nagłym przerażeniem albo równie niespodziewanym zachwytem, może też uderzyć kiedy po prostu stoimy na przystanku autobusowym, wybieramy kalafiory w warzywniaku albo wyprowadzamy psa. C'est la vie. Czy to jest właśnie życie? Kiedy wszystko, nawet oddech, na sekundę ustaje, powstaje wrażenie, że pod podszewką rzeczywistości znajduje się coś jeszcze, że w banalnym wydarzeniu kryje się „coś więcej”. Coś prześwieca. Jest cicho, bo zamrożenie oznacza bezruch, bezruch – brak drgań, a bez drgania nie ma dźwięku. Może jest to cisza przed burzą, oddech przed. Dla większości z nas – w tym życiu, na tym świecie – nie ma i nie będzie innego wymiaru, dane nam jest tylko to kalekie doświadczenie – przebłyski i przeczucia, które na chwilę rozrywają i unieruchamiają czas. Zamrożone w kadrze postaci na obrazach Modzelewskiego mimo pewnych pozorów indywidualności (która definiowana jest niejako „czasownikowo”, poprzez wykonywane czynności – to pani, która wraca z zakupów, a to pani, która pcha taczkę) są w gruncie rzeczy jedynie znakami oznaczającymi człowieka jako takiego, a nie konkretną istotę ludzką. Kukiełkowate, trochę martwe, trochę żywe, wywołują u patrzącego pewien dyskomfort. Oszczędny i precyzyjny język form, oczyszczenie z detali, silne kontrasty kolorystyczne, ostre zderzenia ninenaturalnie jarzących się plam barwnych – wszystkie te cechy malarstwa Modzelewskiego budują charakterystyczne odczucie dziwności, nienaturalności ukazanego świata – świata tak mocno przecież osadzonego w obserwacji dnia codziennego, w potocznym doświadczeniu. Wszystko to staje się bardziej wyraźne nocą – spora część prezentowanych w ramach wystawy prac to nokturny – dziwność potęguje się w sztucznym świetle. Światło lamp i reflektorów rodzi skojarzenia ze sceną, z pradawnym toposem theatrum mundi.

Czas. Nieczuły, nieubłagany – takim go postrzegamy – obojętny na nas jak natura i przedmioty, z którymi on sam zdaje się obchodzić inaczej. Natura się nie buntuje, natura nie walczy z czasem; czas natury jest czasem cyklicznym i nie istnieje w nim śmierć. Przedmioty starzeją się wolniej. Przy odpowiednich warunkach trwania – zakonserwowane w ziemi, w piaskach pustyni, w lodowcach, w muzealnych gablotach – mogą pozostać niezmienne tysiące lat. My męczymy się z naszym czasem linearnym, od narodzin do śmierci, z następującymi po sobie klatkami, życiem-filmem, który w ostatnich chwilach podobno wyświetli nam się przed oczami w przyspieszonym tempie. Dlaczego czas mija? Czy w ogóle mija? Może ostatecznie jest tylko koncepcją, jedną z tych, bez których nasze umysły nie uniosłyby ciężaru rzeczywistości.

Joanna Kaźmierczak

Prace Jarosława Modzelewskiego zaprezentowane w Galerii Arttrakt na wystawie „Dlaczego czas mija, dlaczego mija czas?” reprezentują nurt w twórczości artysty poświęcony człowiekowi i jego egzystencji, relacjom między tym, co w niej jednostkowe, a tym, co ogólne.Tytułowy mijający czas w malarstwie Modzelewskiego paradoksalnie ulega zamrożeniu: pojedyncze kadry rzeczywistości – zwyczajne zdarzenia dotyczące zwyczajnych ludzi – dzięki charakterystycznej, lapidarnej formule malarskiej nabierają ponadjednostkowego charakteru; pozornie niewiele znaczące czynności zdają się trwać wiecznie. Z tych uproszczonych, ukazanych za pomocą wyrazistych plam barwnych fragmentów codzienności wyzierać zaczyna wymiar transcendencji – obecny nie tylko w tym, co podniosłe i religijne, lecz także w tym, co trywialne.

Wielu z nas zna to uczucie ze swojego własnego doświadczenia – osobliwy niepokój, towarzyszący tym chwilom, kiedy czas zdaje się zamierać, a my doświadczamy jedynego w swoim rodzaju odczucia istnienia tu i teraz. To może dopaść człowieka wszędzie; czasem zjawia się wywołane nagłym przerażeniem albo równie niespodziewanym zachwytem, może też uderzyć kiedy po prostu stoimy na przystanku autobusowym, wybieramy kalafiory w warzywniaku albo wyprowadzamy psa. C'est la vie. Czy to jest właśnie życie? Kiedy wszystko, nawet oddech, na sekundę ustaje, powstaje wrażenie, że pod podszewką rzeczywistości znajduje się coś jeszcze, że w banalnym wydarzeniu kryje się „coś więcej”. Coś prześwieca. Jest cicho, bo zamrożenie oznacza bezruch, bezruch – brak drgań, a bez drgania nie ma dźwięku. Może jest to cisza przed burzą, oddech przed. Dla większości z nas – w tym życiu, na tym świecie – nie ma i nie będzie innego wymiaru, dane nam jest tylko to kalekie doświadczenie – przebłyski i przeczucia, które na chwilę rozrywają i unieruchamiają czas. Zamrożone w kadrze postaci na obrazach Modzelewskiego mimo pewnych pozorów indywidualności (która definiowana jest niejako „czasownikowo”, poprzez wykonywane czynności – to pani, która wraca z zakupów, a to pani, która pcha taczkę) są w gruncie rzeczy jedynie znakami oznaczającymi człowieka jako takiego, a nie konkretną istotę ludzką. Kukiełkowate, trochę martwe, trochę żywe, wywołują u patrzącego pewien dyskomfort. Oszczędny i precyzyjny język form, oczyszczenie z detali, silne kontrasty kolorystyczne, ostre zderzenia ninenaturalnie jarzących się plam barwnych – wszystkie te cechy malarstwa Modzelewskiego budują charakterystyczne odczucie dziwności, nienaturalności ukazanego świata – świata tak mocno przecież osadzonego w obserwacji dnia codziennego, w potocznym doświadczeniu. Wszystko to staje się bardziej wyraźne nocą – spora część prezentowanych w ramach wystawy prac to nokturny – dziwność potęguje się w sztucznym świetle. Światło lamp i reflektorów rodzi skojarzenia ze sceną, z pradawnym toposem theatrum mundi.

Czas. Nieczuły, nieubłagany – takim go postrzegamy – obojętny na nas jak natura i przedmioty, z którymi on sam zdaje się obchodzić inaczej. Natura się nie buntuje, natura nie walczy z czasem; czas natury jest czasem cyklicznym i nie istnieje w nim śmierć. Przedmioty starzeją się wolniej. Przy odpowiednich warunkach trwania – zakonserwowane w ziemi, w piaskach pustyni, w lodowcach, w muzealnych gablotach – mogą pozostać niezmienne tysiące lat. My męczymy się z naszym czasem linearnym, od narodzin do śmierci, z następującymi po sobie klatkami, życiem-filmem, który w ostatnich chwilach podobno wyświetli nam się przed oczami w przyspieszonym tempie. Dlaczego czas mija? Czy w ogóle mija? Może ostatecznie jest tylko koncepcją, jedną z tych, bez których nasze umysły nie uniosłyby ciężaru rzeczywistości.

Joanna Kaźmierczak

Autor

Jarosław Modzelewski

Linki

Data rozpoczęcia

Data zakończenia

2016-05-13

2016-06-02

Galeria ARTTRAKT

mieści się przy skrzyżowaniu ulicy Ofiar Oświęcimskich i Placu Solnego we Wrocławiu, w odbudowanej po wojnie części renesansowej kamienicy, należącej niegdyś do wrocławskiego patrycjusza Heinricha von Rybisha, notabene kolekcjonera dzieł sztuki.

Po wojnie, w mieszkaniu na pierwszym piętrze kamienicy mieszkał i pracował Eugeniusz Geppert- artysta malarz, założyciel i pierwszy rektor wrocławskiej PWSSP wraz z żoną Hanną Krzetucką- malarką, inicjatorką ogólnopolskiego Konkursu im. Eugeniusza Gepperta.

Adres:
ul. Ofiar Oświęcimskich 1/1
50-069 Wrocław
kom. 502581905
galeria@arttrakt.pl
Godziny otwarcia:
wtorek-piątek 14:00 - 18:00
sobota-11:00-15:00