IIvo Nikić urodził się w 1974 roku w Pristinie. W 2003 r. Obronił dyplom z malarstwa na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. Jarosława Modzelewskiego. Jego twórczość obejmuje malarstwo, fotografię, instalacje, obiekty, video i akcje w przestrzeni miejskiej. Od 2001 roku, wraz z Piotrem Kopikiem i Karolem Radziszewskim, współtworzy grupę szu szu. Uczestniczył w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych w kraju (CSW Zamek Ujazdowski, Galeria Studio, Galeria Arsenał w Poznaniu, Fokus Łódź Biennale) i za granicą (m.in.: Humboldt Berlin, Umspannwerk; Bat-Yam International Biennale of Landscape Urbanism w Izraelu; Rotor w Grazu, Tokyo Fashion Week). W 2006 roku był stypendystą Artist-In-Residence w Bernie w Szwajcarii. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Interesuje go pejzaż  miejski, cielesność, muzyka, „brud wewnętrzny”, odpadki i estetyczne zgrzyty. Czerpie ze stylistyki street-artowej (szablony i farby w spreju) – którą łaczy z techniką laserunku i malarstwem fakturowym. Maluje również farbami magnetycznymiw celu mocowania dodatkowych, mobilnych elementów do płaszczyzny obrazu. Inspiruje się  wykorzystywaną w muzyce technika samplowania. W swojej twórczości zaskakuje zestawieniami motywów, nonszalancją estetyczna, poczuciem humoru. Stwarza atmosferę grozy. Z mroku wydobywa rozmaite kształty, plamy, które są śladami cielesnej egzystencji człowieka. Chętnie podejmuje grę skojarzeniami, rozmontowuje świat na części, kwestionuje gotowe rozwiązania, przewartościowuje kategorie piękna i brzydoty.

 

Dostajemy do ręki alfabet. Znaki wydają się być bardzo jeszcze pierwotne, nie jest ich aż tak znowu wiele, jak w dobrze nam znanych wariacjach na temat alfabetu łacińskiego. Żadnych umlautów i innych ę-ą. Niektóre znaki są trochę koślawe, niewyrobione, jeszcze niewyoblone na skutek ciągłego użycia. Pomiędzy nimi pojedyncze przedmioty-wyrazy, brzmiące niepokojąco dosadnie wśród tej menażerii niedookreślonych głosek. Oprócz nich, czeka na nas to, co tradycyjnie zwykło zjawiać się na początku. Czerń.

Rzucamy znaki na czarne tło. Zabawmy się w Tworzenie.

W przypadku cyklu magnetycznych obrazów Ivo Nikicia, rola artysty sprowadza się właśnie do dostarczenia zestawu form – swoistego alfabetu, którym widz, wchodząc w bezpośrednią relację z dziełem, ma się posłużyć wedle prawideł wybranej przez siebie gramatyki. Mając do dyspozycji jednolite, ciemne płótno i kilka mobilnych elementów namalowanych na magnesowym podłożu – różnokształtnych plam, pól jednolitego koloru, linii, rysunków konkretnych przedmiotów – stwarzać może za każdym razem zupełnie inną kompozycję, odkrywając niekończące się potencjały tkwiące w grupach pozornie prostych form. Sam proces powstawania dzieła w założeniu pozostaje przy tym niedokończony – nigdy nie usykuje ono swej formy ostatecznej. Czy odbiorca-współtwórca posłuży się w swojej interpretacji językiem abstrakcji, czy też dostrzeże między poszczególnymi elementami związki, które noszą potencjał figuratywności? Płynność granic obu tych pojęć narzuca się tu wyjątkowo silnie, nasuwając słynną uwagę, którą w końcu XIX wieku poczynił Maurice Denis, mówiąc, że obraz, zanim stanie się „rumakiem bojowym, nagą kobietą czy jakąkolwiek inną anegdotą”, jest w pierwszej kolejności płaską powierzchnią, pokrytą kolorami w odpowiednim porządku. Figuracja tkwi w abstrakcji i odwrotnie; formy rodzą formy. Wiedziano o tym już dawniej – błysk rozpoznania w oku osoby, która po raz pierwszy dostrzegła ludzką twarz wśród kwiatów lub owoców Arcimbolda, nie różni się zasadniczo od tego, który towarzyszy spojrzeniu na płótna Nikicia w momencie, gdy z niepokojącej plątaniny plam, kresek, nagłych rozbryzgów koloru, wyłowiona zostaje sugestia kształtu czegoś znajomego.

Dialog między abstrakcją a figuracją daje się bowiem zauważyć również w prezentowanych w ramach wystawy pracach malarskich większego formatu. Przedstawieniowość, nie zawsze czytelna na pierwszy rzut oka, wydaje się tu niejako niechący „wydarzać” - kształty ludzi, zwierząt czy roślin wyłaniają się na skutek brutalnej kolizji zachodzących na siebie form. Wynikiem tej brutalności są kształty, które można by określić mianem okaleczonych: szczątki ciał porozdzieranych i zszytych na nowo, prowizorycznie zafastrygowanych. Uczucie grozy, które może z nienacka dopaść odbiorcę, powstaje właśnie na skutek nagłego rozpoznania wśród kalekich form czegoś, co jest nam znajome, lub – co gorsza – przypomina nas samych. Wszystko to podszyte jest jednak warstwą poczucia humoru, posmakiem dziecięcej wyobraźni, pewnej naiwności, która w destrukcji nie widzi jeszcze niczego złego. Destrukcja jest – co tak wyraźnie pokazują obrazy magnetyczne, gdzie niszczenie i tworzenie następują naprzemiennie – bliźniaczą siostrą kreacji; obie one stanowią dwie strony tej samej monety. Składniki Kosmosu pozostają ciągle te same, nowe są tylko ich zestawienia. 

 

Joanna Kaźmierczak

Autor

Ivo Nikić

Linki

  

Ivo Nikić - Nadawanie znaczenia - Piotr Vienio - Raper

 

Data rozpoczęcia

Data zakończenia

2016-03-18

2016-03-08

Galeria ARTTRAKT

mieści się przy skrzyżowaniu ulicy Ofiar Oświęcimskich i Placu Solnego we Wrocławiu, w odbudowanej po wojnie części renesansowej kamienicy, należącej niegdyś do wrocławskiego patrycjusza Heinricha von Rybisha, notabene kolekcjonera dzieł sztuki.

Po wojnie, w mieszkaniu na pierwszym piętrze kamienicy mieszkał i pracował Eugeniusz Geppert- artysta malarz, założyciel i pierwszy rektor wrocławskiej PWSSP wraz z żoną Hanną Krzetucką- malarką, inicjatorką ogólnopolskiego Konkursu im. Eugeniusza Gepperta.

Adres:
ul. Ofiar Oświęcimskich 1/1
50-069 Wrocław
kom. 502581905
galeria@arttrakt.pl
Godziny otwarcia:
wtorek-piątek 14:00 - 18:00
sobota-11:00-15:00