Plażowa zabawa czy wypoczynek, w których uczestniczą bohaterowie płócien Julity Malinowskiej, to właściwie kadry fotograficzne czy migawki z filmów wideo uchwycone za pomocą pędzla. Dzięki temu możemy zobaczyć staranną rejestrację zwyczajnych sytuacji czy gestów, które poprzez skontrastowanie z pustką, jakie tworzą tła tych prac, przenoszą nas z obszaru plażowego podglądania sąsiadów niemalże na scenę teatralną. Możemy zatem oglądać zaobserwowane na plaży sytuacje, na bazie których Malinowska pokazuje relacje międzyludzkie, które są jednak dalekie od tych, jakie byśmy mogli oczekiwać.

Plaża, lato – motywy typowe dla scen rodzajowych lub sielskich obrazków. Jednak styl Malinowskiej – czyli intensywność matowego koloru, gubienie bohaterów w przestrzeni płócien, brak indywidualizacji bohaterów poprzez zacieranie ich rysów twarzy – powoduje, że pośród słonecznego lata nad morzem odczuwamy klimat egzystencjalnego niepokoju czy oczekiwania na coś, co nigdy nie nadejdzie.

Abstrakcja, a raczej umowność koloru albo teatr na wyludnionej plaży,
 czyli kilka uwag o malarstwie Julity Malinowskiej
- tekst Jakuba Zarzyckiego

    Na samym początku o czymś, co rzuca się w oczy od razu. Obrazy Julity Malinowskiej to właściwie monotonna przestrzeń pełna pustki, która jest budowana za pomocą dwóch-trzech kolorów. Na swój sposób możemy zatem traktować je jako przeniesienie obserwacji poszczególnych, bardzo klarownych czy wręcz monochromatycznych, barw na płótno. Tak więc obrazy artystki są na pierwszy rzut oka wypowiedzią Malinowskiej na temat czegoś bardzo ważnego w sztuce, czyli obecności koloru. Rozumianego na swój sposób abstrakcyjnie, gdyż barwy na jej płótnach sprawiają wrażenie nierzeczywistych czy przetworzonych, bo niewystępujących w naturze. Widzimy więc przestrzenie wypełnione kolorem. Jednak oko obserwatora, które przemierza wspomnianą już pustkę płócien malarki, napotyka na nich człowieka.
    Właśnie postać ludzka, która koncentruje uwagę obserwatora, jest zasadniczym elementem obrazów Julity Malinowskiej, choć przy pierwszym oglądzie odnosimy wrażenie, że jej obrazy są przede wszystkim czystym kolorem. Można powiedzieć, że bohaterowie  płócien Julity przełamują swoją obecnością abstrakcyjność poszczególnych obrazów. Polega to na tym, że poprzez pojawienie się postaci na płótnie, kolor, który – jak już wiemy – jest u artystki czymś nienaturalnym, wykoncypowanym, czyli abstrakcyjnym, staje się czymś bardziej umownym. Jednak co trzeba podkreślić, skonfrontowanie bohaterów tych obrazów, jednoznacznie identyfikowanych jako plażowicze, ze wspomnianym abstrakcyjnym kolorem, który staje się umownym otoczeniem, powoduje, że widz nie przenosi się do krainy wakacyjnego banału, ale pozostaje w nieco odrealnionej przestrzeni, która nakazuje mu koncentrować się na pewnym szczególe. Sposób malowania Malinowskiej, a dokładnie pozorne zagubienie człowieka pośród przestrzeni, sprawia bowiem, że musimy się na nim skoncentrować, gdyż jest on jedynym punktem odniesienia na tych płótnach. Widzimy zatem pary w intymnych uściskach, dzieci podczas zabawy czy dorosłych podczas kąpieli w morzu.
    Jednakże kontekst plaży powoduje, że nasze widzenie jest na swój sposób uwarunkowane. Znajdujemy się zatem w miejscu publicznym, ale jednocześnie sprzyjającym podglądactwu. Na swój oczywisty sposób prawie wszyscy są w strojach kąpielowych, które bardziej odsłaniają, niż zasłaniają, co jeszcze bardziej powoduje zerkanie czy przyglądanie się. Wróćmy jednak do bohaterów obrazów. Z jednej strony postaci te zajmują się czynnościami całkowicie prywatnymi, z drugiej jednak sprawiają wrażenie, jakby coś przed nami odgrywali, a co więcej byli świadomi tego zachowania. Zatem widz, zostaje postawiony w nieco paradoksalnej sytuacji, gdyż w pierwszej chwili ma wrażenie, że jest zwyczajnym podglądaczem, ale z drugiej jednak – że właśnie znalazł się pośród jakiegoś dyskretnego widowiska. Nie jest to teatr, ale można odnieść wrażenie, że zachowania poszczególnych postaci są głęboko przemyślane, a nawet wykonywane na pokaz.
    Jest to jednak tylko pozór, który ma za zadanie jeszcze bardziej skupić uwagę widza na każdym z obrazów Julity Malinowskiej. Jeśli przyjrzymy się im bardzo dokładnie, to zwrócimy uwagę, że szczegóły poszczególnych płócien, jak na przykład odbicia postaci w wodzie czy rękawki pływackie, są malowane bardzo precyzyjnie. Zatem każdy detal u artystki może być ujęty w doskonale realistyczny sposób. Dzięki temu, jak już wspomnieliśmy, pośród umownego, czy wręcz uproszczonego, otoczenia, w jakim znajdują się bohaterowie obrazów artystki, zawsze znajdzie się coś niezwykle szczegółowego, na co – ze względu na kontrast – musimy zwrócić uwagę. To jednak nie wszystko.
    Zestawmy to, czyli te precyzyjne szczegóły, ze sposobem, w jaki Malinowska maluje ludzkie twarze. Jak można bardzo szybko zauważyć, są one szkicowe, pozbawione jakiś szczególnych cech, które mogłoby spowodować, że poszczególni bohaterowie pozostaliby w naszej pamięci. Tak się nie dzieje. Co więcej, część postaci widzimy z góry czy od tyłu, mają też często twarze w cieniu. Ponadto, są one – jeśli szukalibyśmy dla nich jakichś typów fizjonomicznych – na swój sposób przeciętne. Jednak ta przeciętność wynikająca z zaplanowanej nieprecyzyjności, staje się jednym z najważniejszych elementów strategii malarskiej Malinowskiej.
    Widz, który  musi przestać obserwować twarze postaci, bo przecież one właściwie nic mu nie mówią o każdej z postaci, zwraca uwagę na wyżej wspomnianych doskonale odmalowanych szczegółach. To jednak nie wszystko, gdyż jest to tylko coś w rodzaju nakazu, że powinien szukać gdzieś indziej, że ta szkicowość twarzy, ich zwyczajność, każe zwrócić uwagę na coś zupełnie innego.   
    Dochodzimy tutaj bowiem do zasugerowanego już problemu, czyli pytania o to, co tak naprawdę koncentruje nasze spojrzenie, a następnie nasz odbiór sztuki, w twórczości Julity Malinowskiej. Jest nią siła gestu wykonywanego przez poszczególne postaci. Umowność otoczenia, umiejętność malowania detalu przy jednoczesnej szkicowości twarzy powodującej, że bohaterem może być każdy i nikt, sprawiają, że to gesty poszczególnych bohaterów zwracają naszą uwagę i nie pozwalają jej skoncentrować się na czymś innym. Można powiedzieć, że wszystkie elementy malarstwa Malinowskiej, czy zwrócimy na nie uwagę pojedynczo czy na wszystkie razem, prędzej czy później spowodują, że i tak będziemy musieli pojmować postaci na tych płótnach poprzez ich gesty. Ich wyrazistość, a zwłaszcza iście Brenssonowski wybór najbardziej decydującego momentu, który nie jest jednak tylko zwyczajnym kadrowaniem zaobserwowanych scen, powodują, że w naszej pamięci pozostaje tylko gest. Jednak malarstwo Malinowskiej to nie tylko uchwycenie gestu. Dzięki artystycznej koncentracji na wyborze najważniejszego gestu wykonywanego przez daną postać, obrazy Malinowskiej to przede wszystkim udane próba przedstawienia esencji ludzkich zachowań, które możemy dostrzec tylko w tych ułamkach sekund, w czasie których jest wykonywana poszczególna czynność, a które przesądzają o całości. Owa szczegółowość chwili wraz ze wspomnianą już zwyczajnością twarzy poszczególnych postaci powoduje, że sztuka Malinowskiej nabiera charakteru uniwersalnego.    
    Kończąc już, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną, trochę paradoksalną, kwestię. Wiele mówiliśmy tu o bohaterach obrazów Julity Malinowskiej, o ich pozach, o tym że my, czyli oglądający te płótna, znajdujemy się trochę w sytuacji podglądacza, a trochę jak widzowie przedstawienia teatralnego w nieco nietypowej scenerii. Pozostaje jeszcze jedno bardzo ważne pytanie – kim w tym całym układzie (bohater-obraz-widz) jest Malinowska? A raczej: gdzie ona się znajduje? Odpowiadając na to pytanie, warto zwrócić uwagę na obraz Caspara Davida Friedricha Mnich na brzegu morza z początku XIX wieku. Widzimy na nim cztery rozciągnięte plamy barwne (plaża, morze, niebo i chmury), które całkowicie pokrywają płótno. Zaś pośród nich zagubiona, bo ledwo dostrzegalna, postać w czarnym odzieniu, która obserwuje grę żywiołów. Ktoś, kto pośród pustki kontempluje naturę, która tak naprawdę okazuje się fascynującym zestawem poruszających kolorów, wobec których widz jest zmuszony do uległości i cichości.
    Nieco przewrotnie można powiedzieć, że Julita Malinowska jest tym Friedrichowskim mnichem, dla którego odludna plaża jest przede wszystkim godnym obserwacji układem barw. Postawa Malinowskiej to dyskretna kontemplacja świata rozumianego jako teatr kolorów, która pozwala – co także nam sugeruje artystka – nabrać odpowiedniego dystansu, nie tylko względem samego siebie. Zupełnie jak owy mnich nad morzem, który jest niemalże zauważalny. I choć pomimo tego, że go znajdziemy, to i tak każe on koncentrować się nam na czymś innym.  

 

 

Autor

Julita Malinowska

Linki

Wywiad z Julitą Malinowską

Data rozpoczęcia

Data zakończenia

2013-09-12

1970-01-28

Galeria ARTTRAKT

mieści się przy skrzyżowaniu ulicy Ofiar Oświęcimskich i Placu Solnego we Wrocławiu, w odbudowanej po wojnie części renesansowej kamienicy, należącej niegdyś do wrocławskiego patrycjusza Heinricha von Rybisha, notabene kolekcjonera dzieł sztuki.

Po wojnie, w mieszkaniu na pierwszym piętrze kamienicy mieszkał i pracował Eugeniusz Geppert- artysta malarz, założyciel i pierwszy rektor wrocławskiej PWSSP wraz z żoną Hanną Krzetucką- malarką, inicjatorką ogólnopolskiego Konkursu im. Eugeniusza Gepperta.

Adres:
ul. Ofiar Oświęcimskich 1/1
50-069 Wrocław
kom. 502581905
galeria@arttrakt.pl
Godziny otwarcia:
wtorek-piątek 14:00 - 18:00
sobota-11:00-15:00